dziś troche z innej beczki i od razu przestroga: rano miałem troche za dużo stresu w sądzie, trzy godziny póżniej miałem wieść żone do pracy na 14-00, przyszedł czas, jedziemy, w połowie drogi czuje jak moja ściska mnie udami, instynktownie zwolniłem i słusze jak się

"TAM BYŁO CZERWONE" nagle zobaczyłem wielki biały autobus z lewej strony w odległości metra

zaczeło do mnie dochodzić stare porzekadło "NIE BIERZ KŁOPOTÓW POD KASK" a w duchu "ty kur** idioto @#$%!@$#% zbastuj nie jedziesz sam"
dziś po raz kolejny przekonałem się, co znaczy życie