Pierwsze ponad sto km zrobione i, utopiony pływak. Benzyna się pod moto leje, świece zalane. Udało się wrócić do domu. Myślę sobie, po grzebaniu, jakieś ewentualne złogi brudu w wężyku się oderwały i tyle. Gaźnik na stół. W zasadzie nic nie było. Zaworek iglicowy w stanie idealnym… przypadek. Następny wyjazd, a tu już szybciej znów cieknie ! W garażu wszystko OK. Znów inspekcja gaźnika. I nadal czysto. Przecież cudów nie ma

Do trzech razy sztuka. I w końcu światła myśl mnie naszła. Chłopie, a cofnij się do momentu gdy wszystko było dobrze, czyli przed montażem filterka. Podejrzany poddany brutalnej sekcji zwłok na mokro. Okazało się, że papierowy filtrujący wkład obficie klejony jest do plastiku obudowy glutem w stylu glue gun. Pod wpływem benzyny klej rozpuszczał się i odrywane kawałeczki blokowały zaworek pływaka. Zanim rozebrałem gaźnik, farfocel zdążył się całkowicie rozpuścić, dlatego nic nie znajdowałem. Przypadkowa rozmowa z kolegą który co nieco w mechanice widział….
człowieku, założyłeś filtr do ropy, do diesla

I tak wzbogacony wiedzą, aby nie poprawiać swoją nadgorliwością japońskich inżynierów, dzielę się zdobytym doświadczeniem

Jeszcze jedno spostrzeżenie. Padła też membrana air cut jak przelewało. Wychodzi na to że jej guma nie jest odporna za bardzo na paliwo.
Za to gaźnik będzie miał nowy, zapobiegawczo kupiony firmowy zestaw pływaka z zaworkiem iglicowym
