Również dotarłem do domku, jak zwykle w tej podróży chwilę po reszcie grupy

Dla kronikarskiego obowiązku:
08.08
Startujemy z rana od Krasnala i przed 11.00 jesteśmy w Dover. Pogoda nie najciekawsza, ale liczymy, że na kontynencie będzie lepiej. Zmiana stref czasowych i wracamy do rzeczywistości - wcale nie jest lepiej. Do Hagen docieramy po ciemku i w deszczu.
09.08
Znów najdłuższy etap podróży - ponad 1000 km do domów. Startujemy w kondonikach, ale po drodze zdejmujemy. Rozbieranie następuje sukcesywnie. Przed Berlinem już czujemy upał i duchotę. Przyczepka Zombiego tak sie cieszy z powrotu, że próbuje go wyprzedzać i pali gumę. Obowiązkowy postój i główny inżynier dzielnie zmienia dętkę. Granicę mijamy około 15.00. Przed Poznaniem na autostradowym MOPie żegnamy sie i kolejno na trasie odpadamy w kierunkach swych domostw.
Wszyscy wrócili cali i szczęśliwi.
Ostatnie dwie fotki:

Serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom wyjazdu oraz Gospodarzom nas przyjmującym i tolerującym w trakcie pobytu.
W takiej ekipie śmiało można planować następny wyjazd!
Życie nie powinno być podróżą do grobu, której celem jest dowiezienie atrakcyjnych i dobrze zachowanych zwłok. Człowiek do kresu życia powinien się dotoczyć narąbany w trzy dupy, krzycząc: "ALE TO BYŁA JAZDA!"