Ogólnie, plac super, jeździłam po ciemku ale był dobrze oświetlony, nie miałam problemów z widocznością. Instruktor miły, spokojny i sympatyczny, nawet jak zwracał mi uwagę że źle coś robię to w sposób bardzo grzeczny, żartobliwy.
Pomimo to jestem z siebie mega nie zadowolona, tak tylko i wyłącznie z siebie. Nie wiem co ja sobie wyobrażałam, że wsiądę, ruszę i wszystko będę umiała? Nic bardziej mylnego...
Ruszanie - z samego sprzęgła bez gazu, tragedia więcej mi gasł czy szarpał niż ruszał, dopiero jak instruktor pozwolił mi dodać lekko gazu, ruszanie poszło mi znacznie lepiej.
Jak już ruszyłam to "wlekłam nogi po ziemi"


Bardzo ciężko mi było na początku opanować równowagę, kręcę tą kierownica jak moje dziecko jak się uczyło jeździć na rowerze, ciągle mam wrażenie ze się wywalę...
Dobra jakoś poszło, po 30min czułam się pewniej, udami ścisnęłam bak, odrobina gazu i motor stawał się bardziej stabilny.
Hamowanie, za mocno naciskałam klamkę do tego wszystkimi paluchami, dobra w końcu się udało, teraz dwa paluchy i z wyczuciem.
Slalom między słupkami - najpierw co drugi słupek a i tak nie zawsze trafiłam, potem spróbowałam prawdziwego slalomu, tutaj porażka.
Jeśli tylko nie myślałam o tym że mam się upewniać a po prostu stawałam się "jednością z motorem" - nie wiem jak wam to opisać, no wyłączałam myślenie, to slalom wychodził mi jakby odruchowo, bezbłędnie.
Niestety jak tylko pomyślałam że mam się upewnić, wybijało mnie to z rytmu i kończyło się albo potrąceniem słupka, albo ominięciem, parę razy musiałam się podeprzeć.
No i tak generalnie upłynęła mi pierwsza godzina jazdy

Komentarz z domu: "Kotek, dopiero się uczysz, pogadamy za 10godzin. Zresztą teraz nie możesz się wymigać jak mnie zaraziłaś do motoru.

Podsumowując: Nie zamierzam się wymigać, następna jazda w środę

ps. tym co doczytali do końca gratuluje wytrwałości
