Post
autor: Smoku » śr maja 29, 2013
Dzisiejsza moja nietypowa(?) sytuacja. Jadąc 4oo.
Będąc na skrzyżowaniu równorzędnym, skręcając w lewo nagle dostrzegłem z mojej lewej strony coś bliżej nieokreślonego (motocyklem nie dało się to nazwać) ale około dwudziestoparoletni (motocykl jak i właściciel) choć sprzęt mógł być starszy od właściciela. Z tyłu dziewoja, kierowca tego wehikułu ewidentnie w szoku, że ja jadę, mało tego wymachuje rękoma, mija mnie z pomocą Bożą o dosłownie centymetry.
Stało się, ale..
Jegomość zawraca i za mną.
Zatrzymałem się i czekam.
"Motocyklista" zdejmuję kask i zaczyna:
-jeździsz na jednośladzie?! co ty robisz?
-odparłem na to czy nie widział znaku? (a nawet jakby go nie było to efekt ten sam..)
rzeczony młodzieniec na to, że nie ważne i czy nie widziałem, że on jechał?!
Poziom absurdu osiągnął granicę mojej wytrzymałości, rzuciłem jeszcze wiązkę jaką dżentelmenowi nie przystoi i oddaliłem się z miejsca z niepohamowanym rozżaleniem oraz nie ukrywając strachem o swoje życie.
Mam nadzieję, że młoda adeptka siedząca za plecami owego pasjonata zabytkowych motocykli typu ścigacz z silnikiem o pojemności 125ccm (i to max co to było) zdaję sobie sprawę z kim jeździ i czym to grozi.
Wybaczcie przydługi i zapewne nudny w dodatku nic nie wnoszący post, ale musiałem (chciałem) gdzieś wylać swój żal.
Włożyć kask, buty , skórę
I ruszyć w świat gdzie nowy świt
Będzie witał cię i kładł się do stóp
Każdy zakręt wiatr ułoży z chmur