kupiłem kompletny zestaw: cylinder, tłok, pierścienie, łożysko, zabezpieczenia i uszczelki. Rozebrałem silnik piły, wszystko ładnie poskładałem pamiętając o tym jak było w oryginale. Nasmarowałem co trzeba. Ba, zatankowałem nawet. I..... nie odpaliła

Iskra jest, jakby paliwo niedochodziło.
Odkręciłem gaźnik (ha, poważne słowo), wyczyściłem, wysuszyłem, złożyłem. I ..... odpaliła. Na 30, qfa, sekund. Potem zgasła i już mogłem szarpać do usranej ....
Przejrzałem elektrykę, naprawiłem włącznik, jeszcze raz porządnie wyczyściłem gaźnik. Psiknąłem paliwem w gardziel gaźnik. I ..... dupa

Jeszcze raz kontrola. Iskra jest?? Jest. Paliwo jest?? Jest. I dochodzi do cylindra, bo aż nim prycha przez wydech. Szarpanie. Nic. Psiknąłem w gardziel. Odpaliła na 30 sekund. I potem bez reakcji. Jeszcze raz wyczyściłem świecę, psiknąłem w gardziel. I znów to samo. 30 sekund pracy i cisza.
Po 5 godzinach się poddałem. Pewnie bym wyrzucił szmelc do kosza, ale to sprzęt teścia. Wziąłem "sprawną" i MUSZĘ oddać działającą.
Ma ktoś pomysł co może być nie tak??
Jeszcze jutro wymienię świecę, ale wątpię, zeby to by jej wina (pewnie by nie odpaliła po psikaniu w gardziel).
Wszystkie mięśnie mnie bolą
