Nie jestem krytykiem filmowym i nie pretenduję do takiego miana. Jednak nie mogę zrozumieć, dlaczego to ma być najgorszy film 2012 roku ? Fabuła zmusza widza do jej śledzenia. Barwność przedstawionego świata, tła, kostiumy, charakteryzacja są bardzo dopracowane. Muzyka ... och muzyka .... już teraz rozumiem jak można wydać dziesiątki tysięcy złotych na sprzęt audiofilski. I na koniec to o czym jest ten film czyli o Nas, jednostkach, o tym ziarenku co potrafi przechylić szalę losu w tę a nie inną stronę.
Światła wracają. Czekamy na koniec napisów, delektujemy się motywem końcowym. Ukradkiem ocieramy łzy. Wychodząc, mijając kosz na śmieci widzimy w nim pełne pudła z popcornem. Popcorn był do bani? czy też film tak zaabsorbował?
Jednak na pewno przestanę czytać "Time".

Dla wprowadzenia się w klimat polecam melodię z tego filmu.
Mieliście kiedyś podobne przeżycie ? Ktoś z Was widział "Atlas"? Jakie są wasze spostrzeżenia.